Mieszkam w Polsce od urodzenia. Mój język jest zakorzeniony w tym samym miejscu co korzenie dębu za oknem. A jednak czasami czuję się tu obco. Nie z powodu braku znajomości zasad gramatyki czy sklepowych rozmów. Chodzi o pewną sztywność widzenia, która często przychodzi wraz z długim życiem w jednym kręgu kulturowym. Można to zmienić bez kupowania biletu lotniczego.
Przez lata pracowałem w redakcji gazety, która co tydzień trafiała do tysięcy domów. Pisałem reportaże o lokalnych problemach i sukcesach. Widok był zawsze ten sam: nasze podwórko. Dopiero gdy zacząłem czytać powieści i reportaże autorów piszących po polsku, ale wychowanych lub długo żyjących gdzie indziej, coś się przesunęło. Ich język był moim językiem, ale ich sposób opisywania rzeczywistości – układania słów w zdania, wybierania metafor – był często zaskakująco inny. To nie była literatura podróżnicza. To była polszczyzna używana do opowiadania świata z punktu widzenia kogoś, dla którego polskie ‘dom’ znaczy coś innego. Taką właśnie możliwość poznawania różnych głosów i spojrzeń daje platforma polskalitera.pl strona, gdzie dostępna jest szeroka gama współczesnej literatury polskiej i obcej.
Nie chodzi o egzotykę, ale o drobne pęknięcia w szkle
Myślisz: literatura obyczajowa z Niemiec czy kryminał ze Szwecji. To nie to. Najciekawsze jest, gdy autor pisze o pozornie znanej sprawie, ale jego narzędzia są inne. Przypomina mi się opowiadanie o budowie domu na wsi, czytane lata temu. Polski autor, który większość życia spędził we Francji, opisał spór o granicę działki z sąsiadem. Klasyczny temat. Ale jego opis gestów, ciszy między zdaniami, sposób, w jaki ciała zajmują przestrzeń podczas kłótni – to wszystko było obserwowane przez kogoś przyzwyczajonego do innego kodu społecznego. Nagle zwykła sprzeczka stała się antropologicznym studium.
Słowo jako tłumacz nie języka, ale doświadczenia
Język nie jest tylko słownikiem i składnią. To sieć skojarzeń, historia użyć, bagaż emocji. Ktoś, kto nasiąknął innym językiem w dzieciństwie, nawet jeśli potem pisze piękną polszczyzną, wnosi te skojarzenia do tekstu. Jego porównania mogą odwoływać się do zapachów lub dźwięków obcych czytelnikowi z Poznania czy Lublina. Ta obcość jest cenna. Każe nam zastanowić się nad naszymi własnymi, przyjętymi za oczywiste, skojarzeniami.
Reportaż literacki jako przewodnik po własnym kraju
Czasami trzeba spojrzeć na swoje podwórko oczami gościa, by je naprawdę zobaczyć. Znam dziennikarkę, która po dziesięciu latach pracy w Azji wróciła do Polski i zaczęła pisać o małych miasteczkach na Podkarpaciu. Jej teksty nie były zachwytem ani krytyką. Były rejestracją szczegółów, które localsi już dawno przestali widzieć: specyficzny rytm rozmowy na targu, sposób stawiania płotów, rodzaj kwiatów w doniczkach przed urzędem. Czytało się to jak opis nieznanego plemienia. A to było przecież tu.
Czytanie literatury z innym punktem widzenia to jak przeniesienie mebli w dobrze znanym pokoju – nagle dostrzegasz plamę na ścianie i nowy kąt padania światła.
Gdzie szukać tych innych głosów?
Problemem nie jest brak autorów piszących po polsku z takim hybrydowym doświadczeniem. Problemem jest dotarcie do ich książek poza kilkoma głośnymi nazwiskami. Małe wydawnictwa często ich publikują, ale ich dystrybucja bywa ograniczona.
- Zwracaj uwagę na biogramy autorskie na okładkach książek lub w opisach – informacje o długim pobycie za granicą mogą być wskazówką.
- Poszukuj nagród literackich przyznawanych za granicą polskim autorom.
- Śledź działalność instytutów kultury polskiej za granicą; często promują one twórców funkcjonujących między kulturami.
Czytanie jako ćwiczenie empatii sytuacyjnej
To nie jest ćwiczenie z czułości czy uniwersalnego zrozumienia dla wszystkich ludzi. To bardziej konkretna umiejętność: zdolność do wyobrażenia sobie logicznego ciągu myślowego osoby wychowanej w innych okolicznościach politycznych czy społecznych. Powieść napisana przez kogoś z doświadczeniem emigracji postsowieckiej może pomóc zrozumieć reakcje współpracownika urodzonego na Wschodzie lepiej niż dziesięć poradników biznesowych.
Praktyczny efekt: mniej pewności siebie w interpretacji
Długotrwały efekt takiego czytania nie polega na tym, że stajemy się mądrzejsi o fakty z całego świata. Polega na osłabieniu automatycznej pewności, że nasza pierwsza interpretacja zachowania czy wypowiedzi drugiego człowieka jest jedyna i słuszna. Otwiera się niewielka szczelina na pytanie: a może on to widzi inaczej? I nie musi być obcy narodowościowo, by to ‘inaczej’ było realne.
Sceptycyzm wobec własnego wzorca
Taki rodzaj lektury zachęca do najtrudniejszej formy sceptycyzmu – sceptycyzmu wobec własnych wzorców myślowych ukrytych w języku, którym posługujemy się na co dzień. To pracowite i niewygodne.
- Prowadzi do wolniejszego formułowania opinii.
- Czyni rozmowy ciekawszymi, bo zadajesz więcej pytań o źródło przekonań rozmówcy.
- Ogranicza użycie frazesów – bo zaczynasz dostrzegać ich kulturowe umocowanie.
Taki proces nie wymaga drogiego sprzętu ani wyjazdu na koniec świata.
Wymaga uważności przy wyborze książki i chwilowej rezygnacji z czytania wyłącznie tego,
co potwierdza już znany nam obraz.
Platformy agregujące różnorodną literaturę są tu dobrym punktem startu.
Wystarczy otworzyć tekst,
którego autor patrzył na świat trochę innymi oczami,
choć mówi do nas słowami,
które dobrze rozumiemy.
To najtańsza podróż,
jaką można sobie wymarzyć.